sobota, 27 października 2012

Rozdział 4: Teorie

Brak weny to moje drugie imię. Pseplasam D:
***

Edek następnego dnia wziął mnie na przejażdżkę do Transylwanii.
- No, to kim jesteś?
- Wypchaj się sokiem burakowym, Wello - rzekł uprzejmie.
Obrażonym wzrokiem przeniosłam wzrok na stumetrową choinkę, którą podniósł metrowy olbrzym.
- Fantastyczna kraina, nieprawdaż? - zapytałam, wskazując na sześciometrowego karła.
A Edzio wziął sok burakowy i wepchnął mi go do gardła. Smakował... cytrynowo.
- To kraina jedno i słodkorożców - warknął.
- Aha! A co to jedno?
I wyleciałam do wulkanu. Jadąc dalej z Edkiem samochodem, zauważyłam różowego konia.
- Cześć - powiedział. - Jestem metamorfomagiem i usnąłem sobie na ziarnku grochu - pochwalił się różowy koń.
- Cześć, brzydki zadzie konia.
- Czemu jesteś taka niemiła?! - uraził się różowy koń. - Ja jestem miły - rzekł różowy koń. - I nie powtarzaj ciągle czytelnikom "różowy koń". Zastąp to epitetem "różowy koń". Jestem kucykiem My Little Pony i jestem różowym koniem - powiedział Różowy Koń.
Westchnęłam i wzięłam Edka do ręki.
- Zostaw mnie! - zawołał i uderzył różowego konia Różową Fabryką Różowych Słodkorożców.
Papa Smerf wyskoczył nagle zza krzaków.
Hej, smarkacze, jeśli chcecie, zwiedzić muminków świat, na słodkorożca dziś zapraszam was! I se tam iPod'y włączcie, gaz podkręćcie i polejcie, benzyną jak to tutaj jeest! Uwaga, smarkule, zbliża się niebezpieczeństwo! Kryjcie się, bo to...MUMINEK! Kto się boi Papy Smerfa, niechaj zaraz idzie cośtam..., bo to lekarstwo dla tych, co nie lubią spać.
- Nikt cię tu nie potrzebuje, Papo Smerfie - zauważył Różowy Koń. Wytrzeszczyłam oczy.
- Edek, znasz to coś?
- To różowe w niebieskie kropki? A skądże.
- Mówicie o moim zadzie!? - obruszył się Różowy Koń. - To smerfastyczna wysypka.
Rzuciłam mu piorunujące spojrzenie, i Koń się zatkał litrem siana.
- Ojej, Wello. Mówi się kilogramem! Kilogramem soku burakowego! - rzekł Edek. Zerknęłam na niego przerażona.
- Czytasz mi w myślach?!
- Ojej, Wello, ty nic nie rozumiesz. Ty jesteś wyjątkiem i tobie nie potrafię - pouczył mnie.
- Aha. No dobra. No trudno.
- A co, chciałabyś?
- Nie.
- Aha.
Fajna rozmowa.
- Ej, a wiecie że znam takiego jednego chrapaka skrętokiszkowatego?! - krzyknął Różowy Koń.
- Mówi się chrapaka krętorogiego - warknął Papa Smerf.
- Bronię teorii Ronalda Gwizleja - obruszył się Różowy Koń.
- Wello, gdzie mój samochód? - zapytał Edek.
- Na suficie - powiedziałam i wskazałam na słońce.
- Tralalala - zanucił Papa Smerf. - Jestem muzykiem hardrockowym.
No i faktycznie na takiego wyglądał.
Miał niebieską skórę z różowymi kropkami, tatuaż ze słodkorożcem na ramieniu, pieszczochy na nadgarstkach i obrożę na szyi. Ze ćwiekami. Nosił czarne spodnie w czerwone serduszka i czapeczkę tego samego koloru.
- Wow - skomentował Edek. - Ale ja i Wella musimy już iść gdyż nasz wózek czeka.
- Jaki wózek? - uniosłam brew. Edek pokazał mi wózek, w którym byłam wożona jako dzieciaczek.
- O, nie! Ja i pan Hardrockowiec idziemy z wami - zaprotestował Różowy Koń.
- Ej, skąd wiedziałeś, jak mam na nazwisko?! - warknął Papa Smerf. - Życie me jest bezsensowne, albowiem ty mi je rujnujesz, mój mały nieprzyjacielu!
I dał mu z kopyta.
Tymczasem Edek zapakował nas do wózka, to jest to naszej bryki.
- Pożyczę ci ją na ślub - obiecał.
- Jaki ślub?
- No, twój z Nike'em! Przecież mówi, że poprosiłaś go o nogę...
- Nieprawda! Skąpisz tylko sobie i DJ Zaspie - oskarżyłam go.
- Nieprawda...
I pojechaliśmy wesoło w rytm hardrockowych pojękiwań pana Hardrockowca.

***
- No, więc zostałeś porzucony przez swoją mamę... ple, ple, ple (czytaj: 5 godzin później). Późnej Dr Oetker stworzył z ciebie bezmyślnego wampira! - powiedziałam.
- Skąd to wiesz? - zapytał Edek.
- Z blogu Stephanie Meyer, a skąd? Tylko kto to ta cała Bella?
- Nieprawda to. Kłamstwo. Oszczerstwo. Rujnujesz mą reputację. Jestem BARDZO BEZMYŚLNY, kupo sadła.
- Nie martw się, ma szlachetna przyjaciółko, gdyż ten kłamliwy robal mówi oszczerstwa. Twój przyjaciel Shakeob potwierdzi te teorie - rzekł pocieszająco Papa Smerf.
- Aha, a potem zamieszkacie w krainie Słodkorożców! - dodał Różowy Koń.
- Szczęśliwie nieszczęśliwe zakończenie - rzekł znów Hardrockowiec.
- Co to za różowe kropki na twym ciele, Dziworockowcu?! - zapytał zgryźliwie Różowy Koń.
- Rasista wstrętny, oto, co przejawia Pismo.
- A więc ugryzł cię Słodkorożec - osądziłam Edka.
DRYŃ, DRYŃ, DRYŃ!
Zadzwonił telefon Edka.
- O, to DJ Zaspa!
- Ach, daj na głośnik - poprosiłam.
- Czeeeść, Edeeek. Cooo tam u ciebieee? Mam pilną sprawę, słuchaj, przygotowania do ślubu zostały zakończone.
- Bierzesz ślub z Edkiem?! - zapytałam zdumiona Zaspę.
- Kto tam?
- Puk, puk nie było - oburzył się Różowy Koń. Zignorowałam go.
- Wella Wściekła, do usług.
- Wella!? Ty nie na ślubie?!
- Czyim?
- No, twooooimm! - wyjaśnił Jazz.
"Z kim?", pomyślałam, i to samo rzekłam na głos.
- Z Nike'em Tysonem. Aha, Nike dodaje: AVE FIRMIE NIKE! Na ślub! I zmień status na Facebook'u. Z "wolny" na "w związku".
- Zawodowym?
- Nie, z Nike'em!
Rzuciłam telefonem Edka o Edka. Roztrzaskał się.
- Ej, to kosztowało aż 2 grosze! - krzyknął zły Edek.
- Ta dziewoja ma prawo protestować, młody maminsynku matki muminka. Jak mogłeś przygotować ślub bez jej wiedzy? - zaoponował Papa Smerf.
- No smerfastycznie. Hardrockowiec znów mnie wyprzedził - westchnął Różowy Koń i siorbnął koktajl ze Smerfów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz