czwartek, 25 października 2012

Rozdział 3: Grupy krwi.

Kochanemu Odi'emu, mojemu ulubionemu psiemu kumplowi, za to, że jest, wspiera mnie i rozbawia do łez. Kocham Cię, Odisiu ♥

   Nic się nie działo... nic... - to sobie wmawiałam od rana. Nawet nie musiałam, nic się nie działo. No oprócz tego, że: Nike mi się oświadczył po raz 100 i chce to uczcić, oświadczając się w kawiarenkach.
   Muller Krowa męczył mnie, czy pocałuję go na wybaczenie.
   Jessica Alba była zazdrosna, że Nike to MI się oświadcza.
   Mela Web i Eryk pisali historię mojego życia, podczas gdy Edek mnie ignorował. Lenka dowiedziała się o wypadku i przysłała mi maila.

Wello!
Czy wszystko gra? Nie? To w porządku! Mam nadzieję, że Cię bolało! Moja krew. Lenka.

Odpisałam jej następująco:

Hej, mamo!
Nic mi nie jest ;) Wiem, że cię to przeraża, ale nic mi się nie stało! Wella.

Pewnie Charlie jej wszystko powiedział...
   Teraz chłopacy łażą za mną jak psy. Nike, na przykład, zaprosił mnie na jeden ze szkolnych bali. W jego lad poszedł Krowa (a może poszła?), Eryk i Haustin Larks. Do tego planowali wyjazd nad morze w Le Bush.
   -Musisz tam iść! Będzie nasz ślub, i pocałujesz mnie... - gadał Nike Tyson. Dałam mu w twarz i z morderczą miną powiedziałam:
   -Chętnie...
   -Ach! To cudownie, to wspaniale! - zawył.
   -Ale nie z tobą - dokończyłam. Uśmiechnął się i poszedł rysować zaproszenie na ślub.
   Edek i Kosiarz... A, przepraszam, tak mówią na nią tylko przyjaciele, KOSIARKA, przyglądali się tej scenie z mrocznym uśmiechem. Brzydula popatrzyła na Nike'a z nożami w oczach. No tak, jeśli ma ostrze w oczach, to łatwo kosi trawę... Na lekcji matematyki omawialiśmy sprawę wyjazdu do Le Bush, którą organizowała Kontener Tyson ze synem, Nike'm oczywiście. Mela przysiadła się do stolika Lenia Honey'a, i to dosłownie, bo aż się rozpadł.
   -Wello, nie chcę o tym gadać - warczał Kuternoga za każdym razem, gdy go spytałam, dlaczego nie chce pić soku malinowego. Odmawiałam chłopakom zapraszającym mnie na różne bale, dawając im kosza w kolorze pomarańczowym w białe kropki. Mell i Jess zaprosiły mnie na wybór sukienek do Kupon Angeli.
   Przed pierwszą lekcją dowiedziałam się, że Edek chce iść na wagary.
   -Czasem trza odpocząć od lekcji - powiedział, uśmiechając się.
   Biologia, o zgrozo, znów była moją pierwszą lekcją. Pan Lament czekał na mnie ze stoperem, a potem oświadczył, że pobiłam Rekord Guinessa, ponieważ spóźniłam się o ćwierć milisekundy na lekcję.
   Nike siedział, spoglądając na mnie z szerokim uśmiechem. Przez 1 setną ćwierci ćwiartki milisekundy wydawało mi się, że widziałam długie do ziemi brodawki. Wytrzeszczyłam oczy, aż mi wypadły. Podniosłam je i wetknęłam we właściwe miejsca. Pamiętając o tym, że już raz się obluzowały, i że mogą to jeszcze raz zrobić, rozdziawiłam usta.
   -Wello - skarcił mnie Tyson. - Muchy ci wlecą do ust.
   Zrozumiałam, o co mu chodzi, i, zielona na twarzy, zamknęłam wargi. Gdy tylko jedna warga zetknęła się z moją drugą wargą, usłyszałam lament pana Lamenta. Wykuł igłą na twarzy Nike'a napis: "Lamenty są fajne!", a z tego napisu pobrał strużkę krwi.
   -Pomyślałem, że skoro grasują tu mordercy żądni waszej krwi, lepiej im powiedzieć, jaką grupę mieliście - wyjaśnił.
   -Ale ja znaaam swą grupę krwiii - zaryczałam. - To LHK AGIWG FA+ minus cośtam. NIEDOBRZE MI, okeej?
   -Panie Tyson! Proszę zawieźć pannę Słoń do psychiatryka, jest na 111 piętrze - zawołał Lament. Zemdlałam. Chyba... Ale wszystko czułam i słyszałam.
   Poczułam spocone dłonie Tysona pod pachami, jak tarzał mnie po podłodze. Nagle coś z marmuru zderzyło się z nami. Kuternoga. Zdenerwowany, odepchnął Nike'a i wziął mnie na barana.
   -Ale... - protestował Nike.
   -Ale to ja ją zaniosę - odciął się Edek i poszedł do pani Cofe. Od razu wiedziała, co zrobić... A potem Eduś zwolnił mnie z WF'u i siedzieliśmy w jego aucie.
   -Opowiedz mi coś o sobie - szepnęłam. -Kim jesteś? Nie mogłeś tu tak szybko dotrzeć, nie mogłeś odepchnąć piórka...
   -Nie. Powiedz swoje sugestie.
   -Ugryzł Cię radioaktywny pająk.
   -Nie - powiedział, i wtedy zamachnęłam się tostem.
   -UGRYZŁ! UGRYZŁ I JUŻ - wykrzyknęłam.
   -Nie! - wrzasnął. - Nie rzucaj we mnie gorącym, wiedźmo!!! Tylko nie GORĄCYM! - a potem wyciągnął fabrykę firmy Wella i wrzucił mi ją za kołnierz. Ale, widząc, że nie działa na mnie, zmienił napis na niej z "Wella" na "Fabryka czekolady Willy'ego Łąki".
   Wtedy zawołałam:
   - Charlie!!! Nie, zatrujesz się!
   Wyciągnęłam kawałek patyka z nosa trolla.
   - Accio Charlie. I fabryka też.
   I wtenczas poczułam coś na twarzy. Edek uderzył mnie prawym sierpowym i złapał tę fabrykę (ale jak ona się zmieściła w szkole? No nie wiem). A Charliego zostawił na pastwę orki, to jest pani Cafe.
   Szczęka mi wypadła z nawiasów.

***
   Trafiłam do Dr Oetkera, który poczęstował mnie Kaczorem Donaldem nadziewanym Dosią.
   Zemdlałam.

***
   Din, din!
   Zabuczał mi komputer.
   E-mail od Lenki.
   "No fajnie, Lenka, co tam nowego? Feel znowu złamał 50 żeber, aha, u kaloryfera!", pomyślałam.
   Wbiłam wzrok w ekran monitora..

Wello!
Bla, bla, bla. A to tylko po to, by zapełnić wiadomość. Niech czytelnicy myślą, że  coś się dzieje, no nie? Odpowiadam przecież za twój niewerbalny przekaz. Wplątałaś mnie w to. A co to niewerbalny przekaz? To jakaś choroba? Słuchaj, moje (nie)kochane dzieciątko. Masz jutro pocałować Edka Kuternogę. Czytałam to w książce "Zmierzch" autorstwa Stephanie Meyer! Polecam! :D
Lenka.
   Fajnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz